Szczerze mówiąc

21 Styczeń 2010

Kopalnia czarnego złota

Filed under: Poza wszelką kategorią — adziorski @ 23:40

W niedzielę rozgrywany od 10 stycznia Puchar Narodów Afryki wchodzi w decydującą, pucharową fazę. Stosunkowo niedawno – raptem trzy, cztery lata temu – taka wiadomość nie wywarłaby na mnie żadnego wrażenia. O turnieju rozgrywanym co dwa lata na Czarnym Lądzie wiedziałem tyle, że istnieje i jest rozgrywany co dwa lata na Czarnym Lądzie. W rozmowie z kilkoma znajomymi na wspomnienie o afrykańskich mistrzostwach często spotykałem się z uśmiechem politowania. Odkąd regularnie obserwuję wszystkie większe imprezy piłkarskie na świecie uświadomiłem sobie jedno – dysproporcji pomiędzy widowiskowością EURO, mistrzostw strefy CONCACAF czy właśnie Pucharu Narodów Afryki tak naprawdę nie ma. A uznawanie rozgrywek w Afryce za prowincjonalne i niewarte uwagi jest zupełnie bezpodstawne.

W Europie mamy rewelacyjnych piłkarzy, gigantyczne pieniądze wydawane na bazy treningowe, zabiegi medyczne i odnowę biologiczną. Za Cieśniną Gibraltarską nie ma funduszy na tak bogate zaplecze – na boisku rolę odgrywają zawodnicy i ich umiejętności. I o to chodzi w futbolu – o rywalizację, wolę walki. Wielu zawodników afrykańskich występuje na co dzień w klubach europejskich i zdolnościami motorycznymi często przewyższają rodaków z lokalnych lig. Dlatego też mecze drużyn uznanych za zaściankowe, np. otwierające tegoroczny turniej spotkanie Angoli z Mali, są w moim przekonaniu esencją tego sportu.

Bo uzdolnionych piłkarzy w Afryce naprawdę nie brakuje. Fakt, że grają w Escom United Blantyre zamiast w Barcelonie, wcale nie zaprzecza ich potencjałowi. Talentów na Czarnym Lądzie jest naprawdę mnóstwo, a bez tła złożonego z taktyki, legalnych wspomagaczy i tym podobnych potrafią stworzyć naprawdę unikalny spektakl. I takim jest Puchar Narodów Afryki – prawdziwej kopalni czarnego złota.

Gra emocji

Filed under: Poza wszelką kategorią — adziorski @ 23:12

Dziś chciałem poruszyć obiecany na starcie temat gamingu. Nie piszę jednak recenzji gry (od tego jest masa wyspecjalizowanych serwisów), chciałbym jednak zwrócić waszą uwagę na pewną interesującą produkcję. Ciekawą nie tylko dla graczy, lecz dosłownie dla każdego – bo The Path tak naprawdę nie jest grą. Jest produktem, który wymyka się z ram, mimo że skatalogowano go jako jedną z wielu gier komputerowych.

Produkcja Tale of Tales nawiązuje do słynnej bajki o Czerwonym Kapturku. Jest dziewczynka (choć w grze jest ich 6, jest to kilka sióstr różniących się … nie tylko wiekiem i wyglądem, ale o tym później), jest ścieżka do domku babci biegnąca przez las. Na początku dostajemy polecenie – idź do babci i nie zbaczaj ze ścieżki. Gdy jednak tak zrobimy, okazuje się, że…przegraliśmy. Innym wyjściem jest zboczenie ze ścieżki w ciemny las…

W lesie natrafimy na różne miejsca, przedmioty i postacie. Bohaterki kojarzą z nimi doświadczenia ze swojego dłuższego bądź krótszego życia, dowiadujemy się o wspomnieniach i osobowości każdej z nich. Możemy spotkać także wilka, który przybiera różne formy. Dla najmłodszej będzie to puchaty zwierzak, który ostatecznie ją zagryza. Dla najstarszej będzie to przystojny chłopak, który częstuje papierosem, po czym gwałci i zabija nastoletniego Kapturka. Kiedy las wyda się zbyt mroczny i będziemy chcieli wrócić na ścieżkę, jedyne bezpieczne i pozornie radosne miejsce, okaże się, iż nie jest to już możliwe…

Świat i zjawiska w The Path tworzą wielką, złożoną metaforę. Metaforę życia, które często jest błądzeniem w mroku i wyprawą w nieznane. Także metaforę dojrzewania przepełnionego przemyśleniami i marzeniami. Wilk symbolizuje właśnie marzenia, które jednak w rzeczywistości okazały się niebezpieczeństwem i katastrofą. Nawet kamera uciekająca w górę podczas biegu zdaje się być przemyślana – żyjąc w biegu nie mamy możliwości rozejrzeć się wokół, brniemy przed siebie. Dopiero zwalniając tempo poznajemy na czym stoimy i orientujemy się, gdzie i czego szukać dalej…

Porażka związana z podążaniem wzdłuż ścieżki również odnosi się do naszej egzystencji – można wegetować, żyć z dnia na dzień, nie szukać nowych wrażeń. Jednak czy takie życie jest wartościowe? Można też zboczyć ze ścieżki, próbować czegoś nowego, poszukiwać przeżyć. Nawet przeżyć dramatycznych, bo one również dają przydatne nam doświadczenie. W The Path można w pewnym momencie wrócić na ścieżkę (choć potrzeba do tego pomocy dziewczynki w białej sukni, która podąża beztrosko po lesie – szczerze przyznam, nie mam pojęcia, co mogłaby symbolizować), jednak dom babci nie będzie już taki sam – wzbogaceni doświadczeniami zupełnie inaczej postrzegamy swój pierwotny cel…

Choć The Path traktowana jest jak ciekawostka, sądzę, że jest swoistym fenomenem. W The Path się nie gra, w The Path wchodzi się całym sobą, indywidualnie przeżywa i wiąże z tą produkcją emocjonalnie. Mimo że nie ma tu fabuły, sensownej kolejności zdarzeń – dzieło Tale of Tales jest jak kilkuzdaniowa poezja przelana na ekran monitora. To prawdziwa gra emocji, zarazem niezwykle sugestywna i mało spektakularna – wszak większość czasu zajmuje nam błądzenie i poszukiwanie nowych doświadczeń. Zupełnie jak w życiu.

(Fragmenty gry The Path zostały nagrane programem Fraps)

15 Grudzień 2009

Donald miał rację?

Filed under: Poza wszelką kategorią — adziorski @ 23:43

Powiem o pewnym zdarzeniu, które miało miejsce kilka lat temu. Drobne, kilkusekundowe zajście w domowych pieleszach, jednak pozwalające na przełożenie doświadczenia na szersze spektrum wyobrażeń. Wywołujące pandemoniczną wizję, która wydaje się być absurdalna i groteskowa, jednak tak dziwnie bliska.

Ucieszę lub zawiodę niektórych, że tytuł tylko błędnie kojarzy się z życiem politycznym. Sferą, która kompletnie mnie nie interesuje i, jak podejrzewam, na tym blogu się nie pojawi.

Swego czasu, jak zapewne duża część widowni, czytywałem w dzieciństwie komiksy z kaczorem w marynarskim ubranku, który choć nie nosił spodni, po kąpieli okrywał się ręcznikiem. Dziobaty bohater dostał pracę, która polegała na rozsyłaniu reklam na telefony mieszkańców miasta. Zaczęło się niewinnie, po prostu ludzie byli tym zaskoczeni, ale nie sprawiało im to problemów. Te zaczęły się, gdy Donald podłączył kilkaset maszyn emitujących reklamy, które sparaliżowały komunikację telefoniczną w Kaczogrodzie. We wszystkich telefonach reklamy trąbiły, aż miło, co uniemożliwiało kontakt np. ze służbami ratowniczymi. Pożary, korki uliczne, wypadki…krótko mówiąc, jak rzekł pewnego razu znany dziennikarz, eine große Katastrophe.

Błahostka, bajka, komiksowa nierealna historyjka. Czy aby na pewno? Przenieśmy się w czasie kilka lat do przodu.

Pewnego pięknego lipcowego dnia byczyłem się w domu. Jak wiadomo, od lenistwa nic nikomu się nie stało, a od przeforsowania można zejść na zawał. Proces intensywnego zbijania bąków przerwał telefon. Chwilowo przerywając powstrzymywanie wszelkiej chęci czegoś robienia wstałem z kanapy i odebrałem. Nie dzwonił kolega chcący wyciągnąć mnie na boisko, nie dzwoniła siostra, by spytać mnie co słychać. Nie była to też babcia kontaktująca się w celu przeprowadzenia wywiadu środowiskowego i wydania rozkazów zmiany diety. Właściwie, nie dzwonił nikt. Z drugiej strony słuchawki odezwał się do mnie automat. Zostałem poinformowany o nowej ofercie Netii (krypto-antyreklama zamierzona) w dziedzinie internetu. Po kilku sekundach oniemiały odłożyłem.

Człowiek nie przerwie rozmowy z przyjaciółmi, by włączyć reklamy w telewizji. Nie wybiegnie nago spod prysznica, żeby obejrzeć bannery w internecie. Nie będzie angażować całej rodziny, by powiedziała reklamom w radiu, że leci w te pędy, by wszystkie dokładnie odsłuchać. Może za to czekać na ważny telefon. I w praktyce pospieszy czem prędzej, chcąc odebrać ten telefon, a usłyszy reklamę. Taki rodzaj marketingu nie jest sprawiedliwy. Nie jest nawet niestosowny. Jest zwyczajnie bezczelny.

Czy zdarzało się to często? Skądże, jednostkowy przypadek. Jednak historia wiele razy pokazała, że jednostkowe przypadki mogą wywrócić świat do góry nogami. Wizja marketingowej apokalipsy z komiksu wydaje się być odległa, niewspółmierna do rzeczywistości i ze wszech miar nierealna. Pamiętajmy jednak, że wcale nie tak dawno temu reklamy Coca-Coli i mieniące się barwami półki w sklepach też zdawały się być tanią bajką. Wszelkie bariery natarczywości zaczynają zanikać. W tej sytuacji nie mamy wyjścia, jak tylko poczekać na dalszy rozwój technologii i myśli speców od reklamy. Wtedy dowiemy się, czy Donald rzeczywiście miał rację.

25 Listopad 2009

To skandal! …czy to skandal?

Filed under: Poza wszelką kategorią — adziorski @ 23:34

Obserwując ostatnie trendy w szeroko pojętym showbiznesie nietrudno zauważyć rzekomo kontrowersyjne zachowania tych czy innych celebrytów. Twórcze jednostki chcące jedynie realizować własne idee toną w bagnie lansu na czerwonym dywanie i nie wybijają się na powierzchnię brudnego stawu kolorowych czasopism. Nie wystarczy już być bardzo dobrym w swojej dziedzinie – trzeba zaskakiwać, być ciągle widocznym, co do tego nikt nie ma wątpliwości i de facto nie można temu się w zupełności dziwić, bo tak w mniejszym lub większym stopniu było od zawsze. Jednakże ostatnimi czasy (i nie mam tu na myśli ostatnich tygodni i miesięcy, to zjawisko trwa już od kilku lat) metodą autopromocji stał się skandal.

Zerknijmy najpierw na encyklopedyczną definicję skandalu. Otóż zdaniem PWN:

skandal «wydarzenie, które wywołuje zgorszenie i oburzenie; też: atmosfera wokół takiego wydarzenia»

Skandalem była pamiętna scena ze Słomianego Wdowca, w której Marilyn Monroe odsłoniła swoje kształty. Skandalem był pomysł na okładkę płyty Marilyna Mansona, na której widniał ukrzyżowany, kiedy w USA na banknotach widnieje napis In God We Trust. Skandalem był też romans prezydenta Billa Clintona z Monicą Levinsky. Te wydarzenia rzeczywiście szokowały, gorszyły i wywoływały szum.

Obecnie mamy do czynienia z przewartościowaniem. Skandal traci swój wydźwięk i pewien, choć często negatywny, unikatowy charakter. Dziś jest to chleb powszedni, jakim każdego dnia karmią nas plotkarskie media. Kolejna wulgarna wypowiedź Dody, obnażanie się Lady Gaga, libacje Amy Winehouse, pornotaśmy Paris Hilton i Kim Kardashian, Madonna w koronie cierniowej czy wyskoki Sachy Barona Cohena to tylko kropla w morzu niby kontrowersyjnego kiczu, który trafia do nas regularnie. Z definicji tego typu zdarzenia mają szokować i gorszyć. Ale jak deprawować ma coś, co jest powszechne?

Skandaliczne zachowania wśród osób publicznych po prostu już nie istnieją. Koło zatacza mechanizm, który można opisać krótko parafrazując wypowiedź dr Josepha Goebbelsa – skandal powtarzany codziennie staje się normalnością. Starania gwiazd o zaistnienie jako “to ten który…” może i zwracają uwagę, ale na pewno nie czynią ich zapamiętywalnymi na długo, poza niektórymi wyjątkami. Jedynymi, których podobne incydenty interesują są niszowe grupki nastolatek, które nie potrafią ułożyć własnego życia, więc muszą żywić się żywotem innych, zaś brak zainteresowań rekompensują sobie szybko zdobywanymi tematami do dyskusji ze społecznością Pudelka czy Lansika.

Być może nastąpi jakiś rodzaj ewolucji. Przełom, który spowoduje, że kolejne pokolenia celebrytów przejrzą na oczy i uświadomią sobie, że stare metody promocji własnego wizerunku skostniały i nie wywołują tak szerokiego spektrum zamierzonych skutków. Jednak patrząc na poszczególne wyskoki ikon showbiznesu mam wrażenie, iż owego progresu nie dane będzie mi dożyć.

13 Listopad 2009

Magia świąt?

Filed under: Poza wszelką kategorią — adziorski @ 12:46

Święta, święta. Co roku perspektywa grudniowych obrzędów wraca do mojej świadomości. Co roku temat Niby Bożego Narodzenia powraca w rozmowach z innymi. Co roku myśl o spotkaniu z rodziną ma niezwykle mobilizujący charakter. Co roku też mimo woli jestem zmuszany do chłonięcia wszechobecnego blichtru, który bije w moją stronę ze strony mediów i wszelkich form reklamy.

Mimo, że są dla mnie uroczystością rodzinną, nie religijną, nie mam powodu by krytykować ideę świąt samą w sobie. Nie razi mnie, że są osoby naprawdę wierzące w przyjście Mesjasza. To, co wydaje mi się naprawdę irytujące, to zmuszanie mnie do świętowania wtedy, kiedy jeszcze nie przyszedł na to czas.

Ostatnio kupiłem w jednym ze sklepów pewien znany napój w czerwonej butelce. Na etykiecie można było ujrzeć świętego Mikołaja i inne znane świąteczne symbole. A niedawno przecież był 1 listopada i Święto Zmarłych. Czy to nie za prędko? W dodatku święta kojarzące się z oczekiwaniem, z napięciem związanym z przygotowaniami i ogólnym poczuciem niecierpliwości. Przez reklamy zaczynające się na ponad miesiąc przed 24 grudnia (rekord pamiętam sprzed kilku lat, kiedy bożonarodzeniowe reklamy pojawiły się już pod koniec października) cała magia świąt najzwyczajniej zanika. Wszelkie pozytywne rodzinno-emocjonalne skojarzenia są zastępowane przez dziesiątki produktów, które zdają się mówić “Posłodź swoje święta – u nas więcej cukru w cukrze. To takie rodzinne”.

Walczyć, zaakceptować? Osobiście, żeby nie oszaleć, kilka lat temu obrałem jedyną słuszną postawę. Po prostu przez listopad i grudzień praktycznie nie oglądam telewizji, a gdy już chwycę za pilot i włączę któryś z kanałów, podczas reklam wychodzę przejść się lub wypić herbatę. W autobusie nie patrzę za okno, by wszechobecne billboardy (ich mnogość to osobny temat do dyskusji) nie raziły mnie swoim kiczowatym przepychem. To pozwala mi przeżywać Boże Narodzenie wtedy, kiedy chcę, a nie kiedy mnie ktoś do tego usiłuje skłonić. Tylko w ten sposób mogę w ostatnim tygodniu roku w ten szczególny dzień spojrzeć swym bliskim w oczy i pełen niczym niezmąconej radości szczerze powiedzieć – Wesołych Świąt!

6 Listopad 2009

Na start!

Filed under: Poza wszelką kategorią — adziorski @ 13:02

Witam.

Jak można się domyślić po tytule – w tym miejscu będziecie mogli czytać pisaną formę tego, co każdy z nas nazywa własnym zdaniem.

Będzie o różnych rzeczach. Będzie o sporcie, być może o polityce, muzyce, filmie, gamingu…także o wszystkim co składa się na (czasem zbyt dobrze) znane nam pojęcie codzienności. Pojawią się tematy, które chcemy podjąć, jednak z jakiegoś powodu milczymy.

Z całą pewnością nie każdy będzie się ze mną zgadzać, być może ktoś poczuje się urażony. Nie mam monopolu na prawdę, mogę się nieraz pomylić. Jednak konsekwentnie będę robił to, co zaplanowałem od początku – szczerze mówił.

Theme: Rubric. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.